Nawyki

2026 – hit me.

Czy styczeń to na pewno dobry czas na zmiany?

Bo wiecie, jesień i zima to bardziej czas na otulanie siebie kocykiem, picie ciepłej herbaty, dbanie o brzuszek i chodzenie wcześnie spać. A nie, że rozkwit. Że chudnę i spalam. Że odradzam się jak Feniks. Takie rzeczy to na wiosnę, latem – kiedy słońca nie brakuje, kiedy chce się i może więcej.

Czujecie ten dysonans? I umówmy się, ja co poniedziałek mam: nowy tydzień, nowa ja; ale jak tak sobie popatrzymy szerzej na ten noworoczny szał postanowień, to nie wiem, czy to najlepsze, co możemy swojej duszy zaserwować.

Dla mnie to dobry czas na sprawdzenie, czy kieruję się w tę stronę, w którą chcę. Oczywiście, że sobie spiszę, co już mam i się sprawdza, co zupełnie nie, a czego nie mam, a bym chciała. Bo ogólnie to fajnie jest mieć w życiu jakiś plan. Zaplanuję więc sobie, zrobię sobie listę, ale totalnie bez spiny. Bez tego ciężaru, że o-matko-znowu-cos-musze-inaczej-nie-bede-idealna.


To, co już zrobiłam, a na czym mi bardzo zależało, to czytanie. Od dwóch lat czytam dużo i słuchajcie, szok, bo mam na to czas. Po prostu mniej scrolluje. Obiecałam sobie, że każdy dzień będę kończyć książką – nawet jeśli to jest tylko 8 minut czytania. Ale czytam i daje mi to dużo radości, relaksuje, odbija pociski myśli, które przeszywają mi mózg jak serie karabinu maszynowego. Kto tak ma, ten wie, że każdy sposób na wyciszenie tej sieczki jest na wagę złota.

Zależało mi też na nauce włoskiego – tutaj idzie ciut opornie, ale od dwóch lat jestem na tej drodze i jakoś tempem ślimaka poruszam się w kierunku poziomu, że trochę rozumiem i wiem, że Eros Ramazzotti to miał fantazję jak te swoje piosenki tworzył.

Czego nie chcę? Nie chcę się zmuszać do siłowni. Daje mi ona dużo frajdy, ale nie wrócę do regularnych treningów, jeszcze nie teraz. Będę wpadała i wypadała, pewnie trochę więcej na wiosnę, zdecydowanie mniej w lato. Jesień i zima to ewentualnie mata na chacie – przynajmniej tak teraz czuję.

Co bym chciała?

  • Być obecną i być bardziej z ludźmi. Odpowiadać, zagajać. Spotykać się i rozmawiać. Uśmiechać. To jest cały osobny temat, znowu, praca zdalna sprawiła, że moja odporność na ludzi zmalała, a okazji do bycia z innymi jest mniej. A ludzie ogólnie są fajni, a przynajmniej można sobie to afirmować.
  • Być bardziej z Z. Uderzył mnie ostatnio ten raport, że rodzice rozmawiają z dziećmi łącznie 5 minut dziennie. I wierzę, że nie jestem w tej grupie, ale wiem bardzo dobrze, jak łatwo się w niej znaleźć.
  • Utrzymać czytanie. Mam znowu cel na 50 książek ustawiony i 30 minut dziennie. Mam apkę do trackowania czytania i bardzo ją lubię, bo ja w ogóle lubię trackery.

  • Dorzucić trochę więcej włoskiego, żebym jednak te 10 minut dziennie przeznaczyła na powtórki. Albo chociaż posłuchała jakiegoś italodisco.

  • Co z kolei pomoże w kolejnym celu: słuchać więcej muzyki. Ale nie tej, co znam. Tylko nowej. Nie przewracać oczami na nowe albumy mówiąc, że kiedyś to było i tęskniąc za Spice Girls. Dać szansę.

  • Ruszać się. Praca zdalna wyciąga ze mnie, co najgorsze w kwestii ruchu. Szybki spacer da się ogarnąć, nawet jak mrok za oknem, prawda?

Póki co tyle, choć nie obiecuję, że lista się zmieniać nie będzie. To nie jest cyrograf, można zmieniać, dorzucać i wywalać, jak coś. Nikt nie sprawdza i kary nie grożą, więc planujcie i weryfikujcie. Jako i ja czynić będę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *